Omułek jadalny - Czarny zbawca Bałtyku
Omułek jadalny - bez niego nasze morze przypominałoby mulisty staw, mowa o malutkim małżu, którego Szwedzi nazywają niebieską muszelką, a Polacy - omułkiem jadalnym, choć rzadko ląduje na naszych stołach.
Prof. Nils Kautsky wygląda jak Naukowiec. Taki przez duże N. Posturę ma wspaniałą - jest mężczyzną wysokim, ale jednocześnie kościstym. Włos ma rozwiany i nastroszony. Siwy. Takąż brodę. Nos orli. Na nim druciane okulary. A za nimi dobrotliwe oczy.
Razem z żoną Leną przepracowali pół życia na leżącej u wybrzeży Szwecji wysepce Askö. Naukowcy przejęli tam starą farmę i przebudowali ją na stację naukową. Laboratorium Askö wchodzi w skład Sztokholmskiego Centrum Badań Morskich, jednego z trzech szwedzkich ośrodków zajmujących się Morzem Bałtyckim.
Dzisiaj prof. Kautsky opowiada o kruchej ekologii Bałtyku grupie dziennikarzy z USA i Europy, Podkreśla niezwykłą rolę, jaką w zamkniętym pomiędzy dziewięcioma krajami morskim ekosystemie odgrywa malutki małż nazywany przez Szwedów niebieską muszelką. Mytilus edulis, po polsku: omułek jadalny. Jadalny?!

Bałtyckie bajorko
Zanim będzie o omułku, prof. Kautsky podaje kilka faktów na temat Morza Bałtyckiego.
Ten akwen, choć leży w rynnie zbudowanej ze skały mającej aż 3 mld lat, jest bardzo młody. Rodził się jakieś 12 tys. lat temu, kiedy zaczął ustępować lodowiec pokrywający północną Europę. To ważne, bo żyjące w Bałtyku gatunki miały niewiele czasu, by przystosować się do panujących w nim warunków. Tym bardziej że owe warunki często się zmieniały - najpierw Bałtyk był jeziorem, potem morzem, potem znowu jeziorem i w końcu już na dobre (choć nic nie jest wieczne) został morzem.
Rozpłynięcie się masy lodu, który kiedyś wciskał północną Europę w głąb Ziemi, spowodowało podniesienie się lądu. Co ciekawe, północne wybrzeże Bałtyku ciągle wędruje w górę - prawie metr na stulecie. Dlatego w basenie Morza Bałtyckiego zdarzają się trzęsienia ziemi (ostatnie, w grudniu 2008 r., było odczuwalne np. w Kołobrzegu).
Bałtyk jest zimny, szczególnie na północy - jego duże połacie są przez kilka miesięcy pokryte lodem.
Na dodatek jest płytki (średnia głębokość to 55 m) oraz zamknięty. Bałtyk jest właściwie śródlądowym bajorkiem połączonym z oceanem tylko ciasnymi i płytkimi Cieśninami Duńskimi. Prawie nie ma w nim pływów, choć poziom morza zmienia się wraz z wysokością ciśnienia atmosferycznego i sztormami na Morzu Północnym. Kiedy ciśnienie jest wysokie, a sztormów brak, woda jest z Bałtyku wypychana, a jego poziom może obniżyć się nawet o metr; tak było np. w ostatnią Wielkanoc, kiedy - ku mojemu zdumieniu - morze cofnęło się o przynajmniej 10 m. Naukowcy wyliczyli, że potrzeba aż 25-35 lat, by wpływy wody z Morza Północnego wymieniły - a więc nasoliły i natleniły - całą wodę zamkniętą w basenie Morza Bałtyckiego.
Bałtykowi nie brakuje za to dopływu wody słodkiej. Setki rzek, a także silne opady deszczu i śniegu corocznie zasilają morze w 450 km sześc. słodkiej wody (cała woda w Bałtyku ma objętość 21 tys. km sześc.).
Wszystko to sprawia, że na swoich północnych i wschodnich krańcach Morze Bałtyckie jest nawet dziesięć razy słodsze niż Morze Północne, w którym zasolenie wynosi 30 promili.
Zmieniająca się temperatura i zasolenie bardzo utrudniają życie wielu gatunkom żyjącym w Bałtyku. Im dalej na północ, tym mniejsza liczebność i zróżnicowanie wśród bałtyckich roślin i zwierząt. Ponieważ żyją one "na granicy", muszą wydatkować znacznie więcej energii niż ich oceaniczni czy północnomorscy kuzyni. Właśnie z tego powodu bałtyckie zwierzęta osiągają niewielkie rozmiary. Są też mało odporne na zanieczyszczenie środowiska. W tzw. zlewni Morza Bałtyckiego żyje 90 mln ludzi (najwięcej w Polsce), którzy eksploatują jego wody i wpuszczają do nich zanieczyszczenia. Dlatego oprócz przełowienia największym problemem naszego morza jest dziś eutrofizacja, a więc "przekarmienie" go związkami odżywczymi, głównie związkami fosforu i azotu (ścieki, rolnictwo).
To m.in. dlatego nie powinniśmy pozwalać na budowanie w Bałtyku ferm łososia [jak to się robi w Norwegii] - tłumaczy prof. Kautsky. - 100 ton łososia użyźnia morze jak tysiąc turystów.
Duża żyzność morza powoduje m.in. częstsze zakwity glonów, również tych toksycznych, np. sinic. Zmienne zasolenie, temperatura, rzadka wymiana wód i eutrofizacja dzielą wody Bałtyku na dwie warstwy - górną, słodszą i natlenioną, oraz dolną, zaczynającą się od głębokości 60-80 m, która jest bardziej słona, ale za to ma bardzo mało tlenu, a przez to jest prawie martwa.
Klimat nie dla omułka
Jak w tych warunkach radzi sobie omułek jadalny? Wspaniale. Co więcej, bez niego Morze Bałtyckie przypominałoby mulisty staw. Ale po kolei.
Kolonizując Bałtyk, omułek znacznie zmniejszył swoje rozmiary. Kiedy jego kuzyni z Morza Północnego osiągają długość 10 cm i często lądują na stole, nasz Mytilus edulis nie jest większy niż pół kciuka i szanujący się kucharz nim gardzi. Omułkiem nie gardzą tylko niektóre ryby i ptaki. Dlatego jest on praktycznie niezagrożony przez drapieżniki.
Ławice omułka zaczynają się na głębokości kilku metrów i docierają aż do 30 m - opowiada prof. Kautsky.
W tzw. Bałtyku właściwym - a więc bez zatok Botnickiej i Fińskiej (w których woda jest już bardzo zasłodzona) oraz Ryskiej - Mytilus edulis zdominował świat zwierząt żyjących przy dnie. Tam, gdzie jest ono twarde, gatunek ten stanowi aż 90 proc. zwierzęcej biomasy!
Ta omułkowata obfitość wpływa na cały bałtycki ekosystem. Omułek jadalny działa bowiem jak biologiczna oczyszczalnia ścieków. Filtruje wodę, wychwytując z niej mętną zawiesinę - także tę wpuszczaną do morza przez człowieka - i przerabia ją na proste składniki odżywcze, karmiąc wiele sąsiadujących z nim gatunków.
Populacja omułka w ciągu roku przefiltrowuje całą wodę znajdującą się w Bałtyku - nie ukrywa podziwu szwedzki naukowiec.
To dzięki Mytilus edulis woda w Bałtyku jest czysta, odpowiednio natleniona i nadaje się do życia. Wielką rolę niewielkiego mięczaka trudno więc przecenić. Niestety, jego przyszłość nie rysuje się w różowych barwach. Powodem są obecne zmiany klimatu.
Prognozy klimatyczne dla basenu Morza Bałtyckiego wskazują na większe niż dziś opady deszczu - tłumaczy prof. Nils Kautsky. - Oznacza to, że woda w Bałtyku będzie jeszcze mniej słona niż dziś.
Według niektórych scenariuszy zasolenie Bałtyku właściwego spadnie z 7 do 5 promilii. Jeśli tak się rzeczywiście stanie, omułek jadalny, którego północną granicę występowania wyznacza dziś część Bałtyku zwana Morzem Botnickim, właściwie stąd zniknie. Będzie go można znaleźć tylko na zachód od Bornholmu.
Ucieczka omułka jadalnego na Zachód zachwieje ekosystemem Bałtyku. Bez niego woda w morzu stanie się mętna, częstsze będą też nieprzyjemne dla ludzi zakwity glonów.
Dlatego, turysto, kiedy latem natkniesz się na plaży na malutkie muszelki tak czarne, że aż niebieskie, pomyśl o ich mieszkańcach z szacunkiem.
| Di | Lu | Ma | Me | Je | Ve | Sa |
| 1 | 2 | 3 | 4 | |||
| 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 |



Add to Any
del.icio.us
Digg
Facebook
Google
Myspace
Windows Live Favorites
Yahoo MyWeb



Commentaires (1 posté):
Postez votre commentaire